Melancholy day.

Pada ten deszcz, padło z ust kursanta na egzaminie co chciał zagadać do egzaminatora, ale dostał tylko ciszę. No skoro pogoda nie wypaliła to może zagadam na inny temat. Motoryzacja będzie dobra. Fajne te Toyoty nie ? Chyba nie bo niestety okazało się, że egzaminatora to nie interesowało. TO nie pogadam, trzeba się skupić i jechać, radio nie gra, jakoś tak nie fajnie inaczej niż na jazdach. Jednak ta muzyka trochę rozładowała czasem atmosferę, już nie wspomnę, że się pod nosem śpiewało. I jakoś tak dziwnie, instruktor był jakiś taki bardziej ludzki, a ten tu to jak maszyna.
TO i tysiąc innych myśli przed egzaminem się zdarza. I zdarzać będzie się zawsze. Zwykle są telefony, cześć słuchaj jak się włącza wycieraczki, gdzie jest wlew oleju ? A czy 50 km/h jest w całym bielsku ? Milion rzeczy się przypomina, i tylko nielicznym w niektórych miejscach na drodze podobno od razu wyświetla się taki mały instruktor na ramieniem i mówi : Pamiętaj tu są 3 pasy ruchu, pamiętaj kierunkowskaz. ;)
I tak wiem, że mówię i ja i ten drugi z długimi włosami sto razy, jak i co kiedy, a i tak nie jeden się z maską szarpię potem na egzaminie. Byli i tacy co pytali egzaminatora czy już był ktoś kto dostał zawału, byli i tacy co kłócili się o płyn hamulcowy, byli i tacy co ręcznego nie spuścili. I wszyscy oni, mają już prawo jazdy, i miło wspominają kurs, i spędzony czas. Bo wiecie kurs prawa jazdy to przygoda, jedna na całe życie. Może być dramatyczna i długa, lub prosta i szybka. Wszystko zależy od wkładu pracy własnej w przygotowanie.
Niech moc będzie z wami :)