Tak.

Tak, właśnie tak brzmi odpowiedź na odwieczne pytania dokąd zmierzamy. My, Oni, Wy jako osobne przypadki, indywidualne jednostki jak i cały ogólny system ludzki. Problem polega rzeczywiście jak stwierdził przedmówca, nie wiadomo kiedy koniec będzie, a niestety okazuję się zbyt często i gęsto, że koniec bywa niezapowiedziany. Dzień na jazdach praktycznych rozpoczął się od tego, że wrócił śnieg, ten biały skurczybyk co robi ślizgu ślizgu w każdym miejscu gdzie my ludzie akurat musimy jechać samochodem, albo iść z buta. Dziś wcale nie było inaczej, starając się nie spaść na własne 4 litery okazało się, że buty mam chyba jednak tylko na wiosnę a nie na lodowisko. Z pewną dozą nieśmiałości, dotykając szyby w głębi ducha zaklinałem co znam, żeby tylko nie było lodzika na szybkach bo się znowu spóźnię na jazdy czego nie lubię niezmiernie. I tu niespodzianka, nie było lodzika, a i śnieg był tak miły, że spadł z samochodu po strzeleniu drzwiami.  Dodatkowo spadł też na siedzenie, cóż kursant będzie miał mokrą dupę. Jak zwykle na pierwszym skrzyżowaniu równorzędnym kusiło mnie żeby wyjechać jakiemuś mistrzowi świata przed samochód, a oczami wyobraźni już widziałem to zdziwienie jak będę mu tłumaczył, żeby sobie najpierw taczkami po budowie pojeździł a potem na drogę się automobilem wybrał. Tak właśnie gościu, nie miałeś pierwszeństwa, i nie decyduje o tym to, że jedziesz prosto i masz z górki. Dalej nie rozumiesz?  To Ci to panowie z drogówki wytłumaczą, na bloczku mandatowym. Klnę się, że pewnego dnia jak już mój zmęczony umysł nie będzie dawał rady i postanowię sprawdzić, czy mam mocne drzwi i wyjadę normalnie wyjadę.
Kolejne sto metrów dalej, jak zawsze skręcam na Krakowską w lewo. I co ? I nic, tłumy pędzących inteligentnych przedstawicieli gatunku widzący tylko maskę swojego rumaka. Jedni się spieszą, żeby stać na czerwonym przed zwężeniem, a drudzy muszą szybko dojechać do innych stojących samochodów na czerwonym bo akurat piesi idą. Nie rozumiem tego w ogóle, bo na koniec końców altruista jeden się znalazł i będąc sam na drodze, widząc w tym jakiś wielki dar od Boga, zamrugał ze sto razy światłami drogowymi i  prawie stanął w miejscu, żeby tylko puścić mnie na drogę. Ma 10 do dobrych uczynków, biorąc pod uwagę, że mógł sobie pojechać za nim i tak było miejsce.
W samych Kozach, rzeczywiście czuć pozytywne zmiany, jedna na drugiej, ludzie już świetnie mają opanowaną nieśmiertelność dlatego nie chodzą po chodnikach tylko po drodze, a jak pewnie dobrze wiecie, drogi w Kozach mają tendencję do lodzikowania się. I ja nie wiem jak i co myśli pieszy taki ledwo idący po tym lodowisku, że zatrzymam się bo mam lepsze opony niż on buty ? No to nie, nie mam a na nagrobku będzie mieć napisane, nie szedł po chodniku i nie załączyła mu się nieśmiertelność. Zły kod rano wpisał.
Do kursanta z rana ( Pozdrawiam Pawle Pawle J ) wystarczyło powiedzieć raz, uważaj jest ślisko, i hamował wcześniej i uwagę skupił na tym co się dzieje na drodze. Trudno się jest skupiać na wszystkich w szczególności na innych kierowcach, i przykro mi to mówić ale kobiety za kierownicą to dziś dały popis braku zwojów myślowych. Jedna podjarana faktem, że w końcu w swoim cudownym życiu będzie mogła przeżyć orgazm, związany z wyprzedzaniem i to L ki, wybrała sobie miejsce najbardziej zajebiste z wszystkich, przejście dla pieszych, podwójna ciągła i skrzyżowanie. I już widzę tą euforie i jak krzyczy w samochodzie, jak jej dobrze, tyle, że w zestawieniu z podobną opcją wykrytą przez Misiaczków byłby chyba przerywany jakiś, i obraza majestatu gdy informacja, że trzeba tysiąc złotych zapłacić i jeszcze całkiem dużo punktów dopisać do bilansu bycia kierowcą. I smutek wielki by nastał, i skrucha przyszłaby nagle, a gdzie była wcześniej ? Uciekła w romans z euforią wyprzedzania w niedzielny poranek hen daleko razem ze zwojami myślowymi. Trzeba było czekać tylko 10 sekund i druga chyba napalona akcją pierwszej postanowiła nie czuć się gorzej i zrobiła to samo, odwracając głowę w kierunku tej Pani, okazało się ,że fotel ma ustawiony tak, że jedyne chyba co widzi to kierownicę, a lusterko prawe, to trudno nazwać w ogóle lusterkiem, bo pokazywało jedynie asfalt na drodze. TO nic, złe przykłady na drodze, to tylko powód to wykładu dla szanownego kursanta czemu ma sam tak nie robić, a jak już skończyłem chwaląc kolejna Panią jadącą za nami ładnie z właściwym odstępem, równym tempem,  i właściwie już miałem mówić, że inteligencja nie jest tylko w kosmosie, Pani rozpoczęła wyprzedzanie, tak umiejętnie i chyba lubi długo bo zmusiła i nas do hamowanie i Pana w ciężarówce z naprzeciwka też. Ja się nie dziwie, że kosmici nas nie odwiedzają tu nie ma inteligencji, a przecież z delfinami mogą sobie pogadać na osobności.
TO koniec dnia ? Nie. W życiu. Jak zwykle miasto pełne L ków, i tak jadać za jedną okazuje się, że Pan instruktor zamiast czuwać nad tym co się dzieje upajał się widokiem szpitala, z zawrotną prędkością 30 na godzinę, jeszcze trochę i by chyba by się zdarzył powrót do przyszłości, nagłe pojawienie się płomieni z pod kół i chłop ląduje w średniowieczu, i tym się powinien zajmować koniem, bo na naukę jazdy to się nie nadaje wcale. Dalej mało wrażeń  na dziś Przemku ? Bardzo, jadać koło szpitala zwykle stoją samochody, i tak było tym razem,  z prawej dwóch Panów instruktorów opowiadało sobie opowieści, a kursant ćwiczył parkowanie równoległe, no cóż może to ich plac manewrowy tu jest i samopas można jeździć, mina kursanta samotnego w L Ce bezcenna jak okazało się, że do tyłu się nie da bo tam stoję ja z furią na twarzy, i chyba widać było bo wzrok padający na Pana instruktora spowodował prawie jego teleportacje do własnego samochodu i własnego kursanta. A ja już odpalałem rakiety, jak agent 007. A mój kursant skomentował to chyba najbardziej celnie. Nie denerwuj się Przemku przecież to Szy-mpansy są czego się spodziewałeś ?
Nie wiem czego, może tego, że jednak jak zeszli z gór to się cywilizowani zrobili. Bo trudno mówić o jakieś odpowiedzialność, ten gość po prostu nie ma w sobie strachu zostawiając tak kursanta na drodze, jakieś pierd…. Terminator z przyszłości chyba.  
Apropo filmów to na drodze mamy jakąś wytwórnie filmów pomieszanie Disneya z Columbia Picture, najpierw  czuje się jak na jakimś sensacyjnym kinie pełnym dramatu, strachu a na koniec chce mi się śmiać i czekam aż mnie ktoś obudzi z tej bajki. Główne role dostają wszyscy najbardziej zajebiści, dla nich samych, bo tak naprawdę to zwykli ludzie z umiejętnościami wciskania pedałów, kręcenie kierownicą, o myśleniu nie ma mowy, i wydaje mi się ,że to film bo chyba ich zachowanie to jakiś scenariusz na który nie mają wpływu, a do swej roli Killerów na drodze wpasowali się doskonale. Tyle, że zamiast Oskarów są krzyże na drodze. I zamiast gali z czerwonym dywanem, czarna trumna i nikt nie klaszcze……