Jak pewnie wielu ludzi, lubię jeździć samochodem. Lubię przejechać się tu i ówdzie, zarówno do sklepu położonego dwie ulice od mojego domu, jak i w trasę liczoną w setkach kilometrów. Jednakże, jak to najczęściej bywa wśród naszego narodu, jest parę spraw związanych ściśle z pojęciem “samochód”, które człowieka dogłębnie wkurw.....
Oczywiście, gdy się rozmawia z jakąś osobą na temat auta, której dawno się nie widziało, lub najnormalniej w świecie widzi się ją pierwszy raz, pada najbardziej wkurwia.... mnie wówczas pytanie: “A jaki masz samochód?” Ogólnie mam w dupie to, co znajomi, czy inne skur.... mówią o mnie za plecami na mieście, więc nie pier... się zbytnio z odpowiedziami i walę prosto z mostu. Nigdy nie ukrywam, że mam Forda Mondeo w wersji Combi (rocznik mniej istotny). I zawsze… kur... go mać zawsze widzę ten perfidny, przyklejony jeba... klejem do tapet, pierd... uśmieszek na ustach rozmówcy, który w tym momencie błyska swoim elokwentnym i godnym pozazdroszczenia nawet dla Gregory’ego House’a poczuciem humoru mówiąc: Oho! Ford gówno wort!
… ku...
No rzeczywiście – boki, ku..., zrywać. Normalnie czas piz... na ryj przed delikwentem i dusić się w szaleńczym śmiechu przed wybuchem jego przytłaczającej i przenikliwej inteligencji! Naprawdę jest niewiele stwierdzeń, które już mi w życiu do szpiku kości obrzydły – jak dotąd, oprócz wyżej wymienionego jest chyba jeszcze: Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…, spotykane na opisach różnych użytkowników wszelakiej maści komunikatorów, najczęściej po jakiejś wielkiej i chwytającej za jaja tragedii narodowej. Spoko – Ford ma wiele wad, ale też ma swoje zalety (jak ktoś chce wiedzieć jakie, to uprzedzę jego pytanie i z góry powiem, żeby łaskawie wyku... na jakieś forum o tematyce Forda – wystarczające źródło informacji). Dla każdego, który nadal z pogardą gapi się w ten tekst wróciwszy uprzednio od woskowania swojego Cieniasa, Tico, Golfa czy innego skuw..., radzę zapamiętać taką krótką doktrynę:
Nie każda morda pasuje do Forda. Alleluja.
Inną sprawą jest sama jazda samochodem. Otóż o tym można pisać w nieskończoność, ale ja spróbuję ścisnąć zwieracz i ograniczyć się do paru głównych nurtów, które wyprowadzają mnie z równowagi do takiego stopnia, że potrafię wyjść z siebie, usiąść na miejscu pasażera i kierować mną z mapą w ręku do bliżej nieokreślonego celu.
Sytuacja numer 1. Jadę, jak to najczęściej bywa, po ulicach Wypizdowa Wielkiego, w którym aktualnie muszę siedzieć. Wiem, jako mieszkaniec Wypizdowa, w jakich częściach miasta asfalt jest lepiej wylany, więc nie pierd... się z jakimiś jeb... wertepami, pozostawiając je dla nieszczęśników, którzy akurat musieli przejeżdżać przez moją mieścinę, tylko pruję prosto najlepszymi drogami w okolicy. Sytuacja wygląda mniej więcej tak – piękna, płaściutka, prawie prosta droga (na tym odcinku jest łagodny zakręt w prawo, który tylko dodaje uroku podczas jazdy). Asfalt jak ta lala – budowlańce chyba mieszali wszystko w mikserach, bo z powodzeniem można by otworzyć na tym odcinku lotnisko w wersji demo. Słowem nic, tylko rzut okiem w prawo, rzut okiem w lewo, zerknięcie we wsteczne lusterko: nie ma psów? To rura!
Ale kur... właśnie nie..!
Nie zdążyłem nawet złamać przepisu przekroczenia prędkości, kiedy patrzę, a tu jakiś pojeb zapie...przede mną jeba..., przeżartym na wskroś rdzą Golfem dwójką ze śladową ilością srebrnego (czy szarego – jeden chuj wie, jaki był pierwowzór) lakieru na karoserii z zatłaczającą i powodującą zawrót głowy prędkością 30 km/h (dla ludzi cienkich w te gierki – słownie trzydzieści, kur..., jeba... kilometrów na pier... godzinę!). Ja oczywiście hebel, bo kur... znając strefę zgniotu Golfa pewnie bym się zrównał siedzeniem z tamtym cymbałem, który go prowadził, patrzę na dupę kaszlaka i nie wierzę! Przed nim, kur.., pusto! Jeb... nicość, niczym pierd... wrota do piekieł – żadnego samochodu! NIC! N-I-kur...-C! Z naprzeciwka popie... wesoło sznur samochodów, więc błyskotliwą ideę wyprzedzenia gościa już dawno odstawiłem do lamusa. Nie pozostało mi nic, jak jechać na drugim biegu (w środku, ku..., miasta!) za tym pajacem z myślami, za które spokojnie mógłbym dostać 20 lat bez wyroku. Nie wiem, kur..a, czy gościu jechał na półsprzęgle, czy mu linka od hamulca się zbuntowała i poszła w pizdu, czy kur... komornik podpie.... mu pedał gazu, ale kur...koleś najwidoczniej miał w dupie to, że jedzie za nim facet w odległości półtora metra od zderzaka do zderzaka. Włączyłem jakiś luźny, metalowy kawałek na rozluźnienie i dalej turlam się za jegomościem warcząc co chwilę silnikiem. Moje myśli skupiły się tylko do wyczekiwania, kiedy ten cymbał odbije na skrzyżowaniu w jakąś uliczkę (ja musiałem, niestety, jechać do końca). Ale i tego było mało! Pierwsze z trzech skrzyżowań na tym odcinku – skrzyżowanie prostopadłe, wlot na naszą ulicę od lewej strony. Na skraju drogi dolotówki czai się… traktor (czy kur... ciągnik, jak kto woli)! Jeb... do tego z przyczepą wypełnioną jebi... na trzy dzielnice nawozem. Kierunkowskaz na lewo, czyli inaczej mówiąc farmerzyna chciała wbić się na nasz pas! Patrzę z lekkim strachem w oczach na dupę Golfa i myślę gorączkowo: Nie..! Nie, kur.., bracie nawet tego, kur.., nie próbuj..!
Bach, jak w mordę strzelił!
Sukin... się zatrzymał. Z naprzeciwka nadal zapier.. sznur samochodów, a tu kur... na drodze zdażył się cud! Okazało się, że w jebanym Golfie siedzi nie kto inny, jak Matka Teresa z Kalkuty, podpora biednych, uciskanych i kur... tych, co nie mogą dołączyć się do jeb...o ruchu! Patrzę w tylne lusterko – za mną nikogo nie ma! Naszła mnie pewna myśl, że ten enigmatyczny skur... z Golfa robi mi na złość! Przecież mógł jechać normalnie, ja bym przeturlał się zaraz za nim, a ciągnik miałby nasz pas wolny do wbicia. Ale, kur..., nie! Jebany golfista się zatrzymał i kur czeka, aż będzie ktoś wyrozumiały z rzeki samochodów jadących z naprzeciwka i wpadnie na pomysł, żeby ciągnik przepuścić. Stoję jebane 7 minut (sprawdzałem, kur) na tym skrzyżowaniu, minąć się ped... nie da, więc czekam. W końcu trochę ciśnienie na drodze zelżało, więc traktor popurtał powoli przez jezdnię i dołączył się do ruchu przed Golfem… Odcinek, który normalnie pokonuję w około 40 sekund, zajął mi za tym podejściem 15 minut..!
Sytuacja numer 2. Obwodnica Trójmiejska. Jadę w stronę Gdańska z pełną kulturą starając się nie przekraczać 140 km/h. Całe szczęście, że nie nazwali tego Autostradą Trójmiejską, czy kur podobnie opiewającą w fanfary nazwę, bo kur nawet tego drogą ekspresową nazwać nie można. No bo kur jak, kiedy człowiek zasuwa lewym pasem (właśnie tym “ekspresowym”), pozostawiając po prawej stronie wozy ciężarowe, Matizy, Tico i inne ścierwa szersze niż dłuższe, a tu kur naprzeciwka zapier jakiś jeb kapucyn z prędkością 80 km/h (dla nieczających tematu – słownie osiemdziesiąt skurwiałych kilometrów na pizgane godziny!)?! I znowu hebel. Kierownicą trzęsie jak wibratorem, któremu ktoś przykurwił Duracele do środka, ale udaje mi się życzliwie nie wykurwić czołem w dupę Focusa, który już najwidoczniej nie miał najmniejszego zamiaru ustąpić mi pola. Nie wiem, czy on tam ku Mozarta słuchał, czy jakiegoś innego gówna, przy którym raczej nie chce się zapierdalać, ale na drodze są pewne rdzenne zasady i kultura – jak widzisz, jadąc lewym pasem, że ktoś za tobą przybliża się do ciebie w zorganizowanym pośpiechu, to wypada zjechać na prawy pas i ustąpić mu, kur miejsca! A nie tłuc się jak kartofel w rondlu z nawet nie maksymalną, przepisową prędkością! Nie jestem typem osoby, która lubi dawać komukolwiek satysfakcję, więc nie trąbię i nie migam mu kur po gałach długimi, tylko jadę przyklejony do jego zada czekając, aż dziadek (kur jakaś stara pierdoła odbijała mi się w lusterku wstecznym Focusa…) raczy zauważyć, że czas najwyższy zjechać na prawy i użyć wreszcie piątego biegu! W końcu dojechaliśmy do jednego z nielicznych miejsc na obwodnicy, gdy w jedną stronę są trzy pasy ruchu (przez jakieś… 150 metrów), więc redukcja i pizda-gaz. Po parudziesięciu sekundach Focus zniknął mi we wstecznym lusterku.
Sytuacja numer 3. Wąska uliczka w Wypizdowie. Jednokierunkowa. Obok leży przyklejony do niej parking, na którym parkuje się swoje wehikuły pod kątem 30 stopni. Jadę za pewnym samochodem, mając w głowie klarowny cel przejechania tej dróżki i wpakowania się na następnym skrzyżowaniu w prawo. Nagle patrzę, a tu samochód z przodu włącza kierunkowskaz – będzie parkował…
I się kur zaczęło.
Siedzę i patrzę na akrobacje, jakie kierowca wyczynia ze swoim autem. Gdy doliczyłem do dwudziestu, odechciało mi się dalej liczyć podejścia osoby, która siedziała za kierownicą. Nagle pojawiło się w mej głowie pewne podejrzenie – wychyliłem się lekko za okno, by lepiej dojrzeć fotel kierowcy w samochodzie z naprzeciwka. Nie myliłem się – blondynka! No to ja już wiedziałem, co za popie... flet dał jej prawo jazdy i za co. Tapety na ryju tyle, że gdyby oderwała głowę od podgłówka, to wyk... by czołem w przednią szybę. Okulary przeciwsłoneczne (a warto nadmienić, że za około pół godziny miało zajść słońce) zasłaniające całe czoło, noc aż po wargi (mało brakowało by, a sięgały by też dolnej pary warg…), dekolt, jakby ktoś jej jakimś pierdolonym... tasakiem upier... sweterek na połowę i daję rękę uciąć od łokcia aż po jeb...środkowy palec, który bardzo chciałem jej wtedy pokazać, że prowadziła w szklanych szpilkach na wyje... w kosmos podbiciu. Czarny Mercedes klasy S (no a jakim samochodem może jeździć tleniona blondyna z cyc....większymi od mózgu, dająca dup.... najprawdopodobniej jakiemuś jeba... prezesowi..?) zrobił już chyba wszystkie możliwe kombinacje kołami, starając się dopasować do swojego miejsca parkingowego. Wychylam się tym razem w drugą stronę, patrzę… i kur nie wierzę. Tam, gdzie ona chciała wcisnąć swoją obwisłą dupę, ja bym kur nie wjechał Smartem! A co dopiero ze dwa razy szerszym Merolem?! Jedyną alternatywą było wpier..... się tam czołgiem na wysokich gąsienicach, rozku.... przy okazji parę samochodów stojących w pobliżu! Gdy już straciłem wiarę w powodzenie misji blondyny, zerknąłem w lusterko wsteczne, czy nie jadą jakieś psy w okolicy, prawo, lewo…
… wpier.... się na chodnik i minąłem Mercedesa powoli, rycząc przy tym niemiłosiernie silnikiem.
Mógłbym tak ku....a wypisywać w nieskończoność. Ogólnie zawsze się zastanawiam, jakim cudem niektóre beztalencia weszły w posiadanie magicznego kawałka papieru zwanego ‘prawem jazdy’? Rozumiem – blondynka jedzie, opier... dżordża egzaminatorowi z WORDu i ma kwitek, ale kur niektórzy? Rozumiem, że co kraj to obyczaj i każdy człowiek cierpi na jakąś dewiację, ale bez przesady… Jak ku... ma ktoś mnie wkur...(a naprawdę tego nie chce), a przy okazji stwarzać niebezpieczeństwo, bądź przeszkadzać w ruchu drogowym, to niech łaskawie wyk....na składaka i nie irytuje normalnych, spokojnych i kulturalnych osób! Przez takich jak oni można dostać jebla! Aż czasami mam ochotę kupić sobie Malca za grosze i przyk... w każdego lamusa, który mnie wku na drodze. Mi Malca żal nie będzie. Ciekawe, co by powiedział właściciel czarnego Merola S klasy…
No i co z tego wynika ? Jak ma chłop za dużo testosteronu i jest władcą szos w tym swoim fordzie to niech spada za granicę, tam go nauczą na bloczku mandatowym co jest co i kiedy. Agresją wieje z tego zapisu, tylko to agresja utajona na pokaz bo już widzę jak to ładnie klęczy koło radiowozu błagając o litość te "psy" na kolanach. To taki typowy kierowca świetny w zapierd.... do przodu i pouczaniu innych.... nie fajne ...
Przemo....
Ech nie wszystko trzeba brać aż tak poważnie, gościu się wkurzył i tyle, nie wszyscy chcą jechać do pracy 20 na godzinę.(żeby była jasność - to był żart) Ale gratuluje pomysłowości..ze wszystkiego jak widać można zrobić lekcje i czegoś nauczyć..a można było skasować;-)