Dzień coś ostatnio zaczyna się za wcześnie jak dla mojego stopnia pobudzenia nerwowego i organizm przez pierwszą godzinę po wciągnięciu fusów z kawy ma proces akomodacji do rzeczywistości. Podobno nawet mówię coś tam do siebie, ale to jest wynik tego, że myślę o tym co jeszcze zrobić mam tego dnia i tak od rana do wieczora. Rano po 8 wpada Wojtek P na jazdy, godzina plac pachołki super sprawa jak na rozbudzenie. Zresztą fajny kursant z rana to powód do miłego rozpoczęcia dnia, wymieniamy opinie na temat ostatniego egzaminu i idziemy sobie pojeździć. Koło Ewantu próba parkowania, siedzę w fotelu zaspany, patrzę sobie co się dzieje, Wojtek parkuję, i patrze a tam taki widok.
I myślę ja pierd... umarłem i nikt mi nie powiedział i jestem w nowym sezonie Lost .... I tak patrze wkoło gdzie się czai czarny dym i czy przypadkiem jednak samolot jakiś nie spada. A chyba powiedziałem to na głos bo kursant pyta co źle robi... A ja mówię mu patrz Wielbłąd w Kozach tego jeszcze nie było, Ciekawe czy mają goryle ;) Nie no Michał pewnie jeszcze śpi ;)
Potem nadszedł czas patrzenia przez okno na świat, i patrzę i widzę i myślę sobie. Fajnie, że w tym autobusie siedzi kierowca, który myśli, że dzieciaki jadą z kimś kto dobrze umie się odnaleźć na drodze i fajnie, że w ogóle ktoś taki jest. Pojawia się uśmiech.
20 sekund potem... Fajnie uczą ludzi , fajnie wożą dorosłych. Fajnie, że jednak jest ktoś kto mało co myśli. I to CI co odpowiadają za wyszkolenie przyszłych kierowców i CI co są odpowiedzialni za swoich pasażerów... Uśmiech znika...
I podczas całego dnia, czas mija na różnych rzeczach bardziej lub mniej fajnych, ale z perspektywy człowieka spędzającego większość dnia w samochodzie, stwierdzam,że stosunek ludzi agresywno-chamskich do "niebezpiecznych L ków" jest zdecydowanie za duży na korzyść posiadających już plastik ....