Witam ;-)
Postanowiłam napisać otóż tego e-maila do pana bo jakaś mnie taka wena wzięła;-)
W sumie prawko mam już 4-miesiące po zdaniu pozytywnym za 1 razem, co mnie bardzo cieszy he , ale jakoś tak dalej mnie ciągnie co dalszej przygody ze zdawaniem prawka więc dlatego postanowiłam na wiosnę rozpocząć na kat A.
Moja przygoda z prawkiem nie była na początku za fajna gdyż, iż , ponieważ ;-) miałam bardzo niemiłego instruktora jednym słowem zwykły cham, a że prawko mieliśmy za fri bo ze szkoły to instruktor mógł co chciał. W ogóle jakoś nie miał pasji instruktora nie nadawał się w ogóle do tej roli.
Jego nauka polegała jedynie na darciu ryja he he i wydawaniu poleceń które czasami były nie zgodne z przypisami ruchu drogowego . Nie potrafił nawet kursantowi który 1 raz zasiadł za sterami machineri na 4 kołach wytłumaczyć na prosty chłopski sposób jaka jest podstawowa zasada obsługi pojazdu. Nie zwracał uwagi jak kursant trzyma kierownice , jakie manewry robi , zmiana biegów polegała tylko na tym że dochodziliśmy tylko do 3 bo dalej to już nie było można bo drzew za dużo itp… Parkowanie polegało na tym że wybierał parkingi gdzie w ogóle aut nie ma.
Jazdy polegały wyłącznie na jeżdżeniu pomiędzy garażami blokowymi w miejscowości z której pochodzę i tak do póki kursant nie nauczy się jeździć wspaniale jak on to ujął. Więc było można sobie zapomnieć o wybraniu się do miejscowości gdzie się zdaje egzamin państwowy.
Przygodę chociaż ciężko to nazwać przygodą zakończyłam po 6 godz. jazdy z nim wysiadając na parkingu i wracając do szkoły złożyć skargę na niego. Więc długo sobie z nim L nie pojeździłam z czego się cieszę.
Zaraz po zaprzestaniu jazdy z nim postanowiłam zapisać się prywatnie do OSK tracąc przy tym 1.000 zł za kurs w którym zaczęłam od nowa teorie i jazdy. Mogłam tylko zacząć uczęszczać na wykłady bo jazd nie mogłam jeszcze zacząć bo nie spełniałam wymogów czyli 3 miesięcy do 18 gdyż tamten instruktor jeździ z kursantami już od 17 co jest nie zgodne z przypisami.
Jak już mogłam zacząć jazdy z nowym instruktorem ,który był o niebo lepszy niż poprzedni.
Na 1 godz jazdy zostało mi wszystko jasno wytłumaczone co i jak w samochodzie a już na 2 godz jazdy kierunek do miejscowości gdzie odbywa się egzamin i jazda po trasach egzaminacyjnych. Po wyjeżdżeniu 30 godz zapisałam się na egzamin nie nastawiając się na pozytywne zdanie za 1 razem. Ale jednak się tak stało że zdałam za 1 testy bez błędnie egzamin praktyczny z 2 małymi błędami .
Na koniec chciałabym powiedzieć że dużo zależy od atmosfery panującej w samochodzie na zdanie egzaminu a o 100 razy lepsza jest atmosfera gdy z instruktorem można pośmiać pogadać jak z kolegą niż jazda z instruktorem którego co 2 słowo to łacina i przy którym dochodzi do rękoczynów.
Więc osoby które maja jakiegoś instruktora który się nie nadaje do tego co robi to moja rada go zmienić od razu he he he he .
Mój 1 instruktor dalej naucza swoimi przedziwnymi metodami nauki jazdy i dalej do niego uczniowie uczęszczają bo w końcu jedyne koszty jakie ponoszą to opłata egzaminacyjna i badania, ale osób które zdały po jego naukach egzamin za 1 razem jest tyle że można ich policzyć na jednej ręce. Większość osób które nie zdały pozytywnie egzaminu po jego naukach dokupywały godz u mojego 2 instruktora po którym zadawały bez problemu z wynikiem pozytywnym więc to nie wina kursanta że nie zdał tylko tego instruktora he he.
Bardzo podziwiam takich ludzi właśnie jak pan i paru instruktorów których poznałam za to że maja pasję do tej pracy że nie pracują tylko i wyłącznie po to aby odbębnić swoje i nawet nie patrzyć na to czy zda kursant czy nie, za to że można z takim instruktorem pośmiać, pogadać i mieć do końca życia miłe wspomnienia z jazd i z chwil spędzonych na jazdach. Do których po paru latach warto wracać OSK powspominać i ogólnie zobaczyć jak się ma.;-) tacy instruktorzy maja u mnie wielki szacun.;-) No to chyba na tyle moich tu wywodów he he he i opowiadań he he he
PS. Bardzo fajny ma pan blog widać że lubi pan swoją pracę.;-) Życzę jak najwięcej kursantów mniej dziur w drogach i mniej szaleńców aby było bezpieczniej podczas pracy.
Anka ;-)
Pozdrawiam
Oczywiście dziękujemy za dobre słowo, ale nie mogę się zgodzić z każdym zdaniem ;) Są różni ludzie i różne metody pracy. Tak nie za dobrze to brzmi z tymi garażami i tymi drzewami.
Ale to nie tak, że jazdy mają być tylko i wyłącznie tam gdzie jeździ się na egzaminie, tak jak nie powinno się jeździć tylko samochodem takim jak na egzaminie. Obecnie kurs przygotowuje do - zdania egzaminu. A w niektórych ośrodkach dodatkowo do jazdy samochodem w warunkach różnych.
Nie wiem kto i kiedy, ale swego czasu prześciganie się w reklamowaniu osk, że "Mamy samochody jak na egzaminie" doprowadziło do jakiegoś chorego założenia, że tak być musi, i wszyscy to potem powtarzają. U nas są dwa, zgoła inne i już wysłużone. Sprawne technicznie, dbamy o nie. Samochody oczywiście. I kogo by nie zapytać z kursantów to nie powie, że stała się mu krzywda, że uczył się jeździć różnymi pojazdami. Tak owszem, nie wszyscy zdają za pierwszym razem( nad czym ubolewam), ale problem leży potem w kliku opcjach. W osobie szkolonej też.
Co do tego kto kiedy zdaje to też trochę fałszywe podejście bo proszę zauważyć, przychodzi do mnie człowiek nie zdał parę razy, wykupił parę godzin i nagle zdaje. Co pomyśli sobie ? No tak są świetni, od razu udało mi się zdać.
Niestety nie. Całą najcięższą pracę z tym człowiekiem wykonał ktoś inny, i to gdzie indziej uczył się jeździć. Te parę godzin tylko pozwala na sprawdzenie czy wszystko jest w porządku jeśli chodzi o wiedzę i przygotowanie do egzaminu.
Co do rękoczynów no to rzeczywiście też mnie biją na jazdach ; )
A co do tego gdzie się jeździ to też bardzo nie fajne, kręcić się po paru ulicach, wkurzać mieszkańców itp. Jest całe miasto do dyspozycji a uczyć się parkować można wszędzie, dobrych zachowań też.
Dobry kursant do kursant myślący i widzący znaki wszędzie, to człowiek który jest elastyczny w stosunku do sytuacji i jest wstanie podjąć właściwą decyzje w każdych warunkach drogowych.
Jeszcze raz dzięki za list; ) Pozdrowienia Przemo