A to było tak. Jechali my se spokojnie z Frankiem z wysypiska naszą śmieciarką. Jak to zawsze ze śpiewem na ustach w tym przypadku z repertuaru Delfina - Czarne Druty, tylko czarne druty mi się śnią. A tu nagle, złośliwy kabel telekomunikacji jak na nas nie skoczył, i dusić zaczął prawie. Cały tył nam wozu urwał, szok. Franek zimna krew wziął miotłę poszedł go strzepać. I tak go strzepał, że się udało uwolnili my się od TEPSY i jakoś poszło. Mogliśmy znów ratować świat w naszej śmieciarce. :)