Oto nadszedł dzień w którym wybraliśmy się na imprezę sportową - motorową. Dawno już niczego poważnego w miarę blisko nie było, tym niemniej fajnie było się wybrać z gorączką i czyhającym zapaleniem zatok dwie godzina za wcześnie żeby sobie postać na łące pełnej ukrytych odchodów i nawalonych kibiców. Podobno jest tak że Paweł mnie okłamuje o 2 godziny jeśli chodzi o start odcinka na rajdzie ale ja go okłamuje o 15 kilometrów jak idziemy w góry.
Rajd dosyć ciekawy, najciekawsze było ustawienie taśm bezpieczeństwa, były tak daleko od drogi, że prawdopodobieństwo że samochód się wysypie i wleci w kibiców było tak prawdopodobne jak upadek meteorytu, i prędzej niedźwiedzie z lasu by wszystkich zeżarły zanim komuś stała by się krzywda.
Ale ja rozumiem boją się, zeszły sezon skończył się złym bilansem zdarzeń w tym śmiertelnych a odpowiedzialny ktoś za to będzie. Co ciekawe po pierwszym odcinku atmosfera się luzuje do tego stopnia, że można już stać w sumie wszędzie i nikt już nie reaguje. Podobno doszliśmy do wniosku z drogim mym przyjacielem Pawłem również motylkiem niebieskim mym, że jeśli w pierwszej części nikt nie zginie to w drugiej automatycznie cokolwiek by się działo, też to się już nie zdarzy. NA plus trzeba dodać ,że safetyman w Czechach są mniej napastliwi od kolegów z Polski, powiedzą dzień dobry, pogadają, powiedzą kiedy można iść itp. Zero agresji. Agresja za to była ze strony pijanych w trupa młodzieńców z Polski - którzy jeszcze trochę a nie widzieliby rajdu i pewnie nie widzieliby też na oczy. Nie fajnie że taka wizytówka się zdarza, widocznie rajd za blisko granicy ;)
Za tydzień znaczy w niedziele Wrak Race w Krakowie gdzie będziemy występować. A za dwa tygodnie Rajd Mikołowski. :)

































.jpg)

