Był 24 sierpnia. Słońce świeciło na niebie w pełnym blasku.
Temperatura wręcz upalna. Instruktor X a
raczej W , wsiadł do swojej Elki z Żubrem na boku w kolorze blue i wraz z
kursantem oraz instruktorką A udali się na jazdy praktyczne do BB. BB to taki skrót
znaczy Będzie Bogato. I było.
Mało co jest mnie wstanie wyprowadzić z równowagi
psychicznej, bo pewnie już dawno nie mam ani psychiki ani równowagi. Ale
wyobraźmy sobie, że dzwoni telefon, odbieram i milknę w sekundę po pierwszym
usłyszanym zdaniu. Samochód, którym jadę wraz z szkolącą się osobą mknie całe
50 na godzinę przez urokliwe drogi w koło Wilamowic. Końcówka lata w pełni,
sielanka za szybą, przelatuje motyl, klucz ptaków na niebie przemieszcza się
majestatycznie. Po 20 sekundach wciskam energicznie hamulec i skręcam kursantce
nagle kierownicą w stronę pobocza. Musimy się przesiąść był wypadek. Muszę tam
jechać .
Gdy słyszysz „Autobus w nas wjechał samochód cały rozbity, jadę
do szpitala” w głowie wyobraźnia podpowiada scenariusz wydarzeń. Wyobraźnia
nader dobrze wyposażona w to co się może tam zastać. Dzwadzieścia cztery
kilometry które zwykły przemijać bardzo szybko zza fotela instruktora, nagle
zza kierownicy wydłużały się w nieskończoność. A dziwnym trafem Przemysław to
teletransportacji nie chciało działać. Na miejscu widok niezbyt przyjemny.
Autobus na poboczu i starszy kierowca tłumaczący się policjantom dlaczego nie
udało mu się zatrzymać . Yaris z rozbitym tyłem na chodniku. Znajome twarze
stoją obok, ze znajomym smutnymi oczami. Bilans dnia, przed własnymi urodzinami
: milion siwych włosów do już miliona obecnych, Instruktor W w kołnierzu
ortopedycznym oraz niezwykle wyrozumieli kursanci którzy bardziej byli przejęci
tym że nie będą mieć jazd niż tym że ktoś ucierpiał.
Minęło prawie pół roku, od tamtej przykrej sytuacji w której
zawinił człowiek, źle ocenił sytuacje i 20 tonowym autobusem uderzył w tonowy
samochód osobowy. Przypomniałem sobie ten dzień w swej pamięci gdy odbierałem Wojtka
ze szpitala po operacji kręgosłupa wczorajszego dnia. Przypomniałem sobie
również jak często zastanawiałem się jak długo będąc uczestnikiem ruchu
drogowego można reagować na zachowania innych w sposób zabezpieczający własne
zdrowie i życie. I jak widać w końcu nie każdy ma tyle szczęścia jak CI co go
nadużywają . Cieszy fakt, że operacja udała się, i cieszy fakt, że pobyt w
szpitalu nie był za długi. Na razie długi okres dochodzenia do zdrowia,
rehabilitacja i wstępna urocza diagnoza prorocza – do samochodu o własnych siłach
za pół roku.
Trudno jest być odpowiedzialnym kierowcą za innych i za
siebie w świecie ludzi nie odpowiedzialnych za nic. Jedno hamowanie, jedna
pomyłka tyle cierpienia. Zdrowie.
